Strony

wtorek, marca 25, 2014

Mimoza. Marcowe zaskoczenie.

Mimoza. Marcowe zaskoczenie.

Jakiś czas temu usłyszałam, że na mapie lubuskiego pojawił się nowy lokal. W Świebodzinie? Niemożliwe, żeby tam otwarto coś ciekawego. Temat wrócił w ciepłe niedzielne popołudnie i postanowiliśmy przekonać się na własne oczy, a raczej kubki smakowe, co oferuje Mimoza. Jak wyczytaliśmy w sieci - jego właścicielka, Iwona Balcewicz, tłumaczy, że nazwa powstała z inspiracji wiersza Juliana Tuwima, a sławę zawdzięcza Czesławowi Niemenowi, którego pomnik-ławeczka znajduje się na placu przy restauracji. Jeszcze przemierzając uliczki w poszukiwaniu Mimozy, mieliśmy mieszane uczucia, sam lokal z zewnątrz również wygląda niepozorne. Jeszcze nie mamy pojęcia, że ta restauracja nas zaskoczy. Wszystko zmienia się tuż  po otwarciu drzwi.

Mimoza to miejsce, które polubiłam nawet nie od pierwszego gryza, ale już od pierwszego wejrzenia. Jest nowocześnie, lekko, a jednocześnie przytulnie. Miękkie aksamitne poduchy, minimalistyczne lampy, pięknie rzeźbione nogi stołów. Wnętrze sprawia wrażenie bardzo przemyślanego, wykończone jest z dbałością o detale. Widać, że diabeł tkwi tu w szczegółach. Wysmakowany dizajn jest znakomitym tłem do tego, co pojawia się przed nami na stole. To świetna kuchnia w wykonaniu Patryka Dziamskiego, którego mamy przyjemność poznać.

Swoją przygodę rozpoczynamy od zamówienia wina - kelner poleca nam czerwone wytrawne wino, wyszukane przez sommeliera restauracji o tajemniczej nazwie "Wspomnienie czerwone", kraj: Francja, szczep: syrah-merlot (butelka 40zł) - jest lekkie i owocowe. Na początek dostajemy pieczone na miejscu bułeczki z makiem i z masłem chrzanowym. Lubię chrzan, więc to połączenie przypada mi do gustu. Po nich amuse bouche, które naprawdę cieszy usta: wędzona kaczka, ketchup z pieczonej papryki, młode sałat , oliwa bazyliowa, prażone migdały, jogurt, rzeżucha.
Po nich na stół trafiają zupy. Krem z białych warzyw z olejem sezamowym i świeżym szczypiorkiem (11 zł). Połączenie subtelnych warzyw z nuta sezamu jest bardzo trafione, do tej pory ten olej znałam głównie z dan kuchni chińskiej.  Zupa jest delikatna i pyszna.
 Czerwony krem jest bardzo aromatyczny. Przygotowany z pomidorów z ziarnami słonecznika i oliwą szałwiową (11 zł).

Zgodnie z rekomendacją kelnera, na danie główne zamawiam domowy czarny makaron taglioline z semoliny barwiony atramentem z mątwy, z omułkami, pomidorkami cherry, szalotką i białym winem (27 zł!). To rzadkość. Nieczęsto restauratorzy decydują się na własny wyrób past. Na tym talerzu jest wszystko, co potrzebne do szczęścia.

D. wybiera królika. Przyznaję, że kompozycja wydaje się ciekawa, ale królik - to nie będzie dobrze wyglądać na talerzu. Moje zdziwienia jest ogromne. Na łupkowej płytce pojawia się małe dzieło sztuki. Karmelizowany królik z rukolą i szynką serrano, do tego puree z kasztanów, waniliowy fenkuł, chips z pancetty, grzanka z razowego chleba i jogurt (26 zł). Mięso jest niesamowicie delikatne, idealnie komponuje się z chrupkością chipsa, a to z kolei z aksamitnym, lekko słodkim puree. Całość porywa i rozpływa się w ustach. Jesteśmy zgodni, że to żelazny punkt w menu.
Kolejny kolorowy obraz: Degustujemy deskę serów w towarzystwie owoców: ser kozi, brie, Castello ziołowy i blue, roulette z pieprzem. Patryk Dziamski objaśnia nam od którego rozpocząć, aby smaki komponowały się jak najlepiej. Mnie nie trzeba namawiać, D. spogląda sceptycznie, ale prezentacja zachęca go do spróbowania każdego przysmaku. 
Wnętrze jest przyjemne, dania smakują świetnie, do tego szef kuchni, który z pasją opowiada o jednym i drugim. Obsługa w lokalu profesjonalna, potrafi doradzić. Mimoza nas zachwyciła. Naprawdę nie wiemy, czemu do tej pory nie trafiliśmy do tego miejsca. Gratulujemy takiego bogactwa smaku, pomysłu, oryginalności, jakości składników i potraw z nich przyrządzanych. Dla wszystkich poszukujących nowych smaków, czy nawet znanych składników, ale podanych w ciekawy sposób. Jest w Świebodzinie, ale obroniłaby się gdziekolwiek indziej. Miejsce obowiązkowe dla każdego smakosza.

Ciężko nam opuścić restaurację Mimoza. Mimo, że talerze i kieliszki już puste, a rachunek zapłacony, jeszcze chwilę konwersujemy z sympatycznym szefem kuchni. W planach na cieplejsze dni jest koncept kuchni letniej i akademia kulinarna. Nie mogę się doczekać :)


Z lokalu wychodzimy ze świeżutkim chlebem przez przylegającą do niej cukiernię z piekarnią. Jeśli więc macie ochotę tylko na włoską kawę i ciacho, proponuję zajrzeć od drugiej strony.


 Ps. W drodze powrotnej uświadamiam sobie, że chciałam kupić butelkę degustowanego wina... Będzie pretekst, aby do Mimozy wrócić.

piątek, marca 21, 2014

Tarteletki z camembertem i cebulowym chutney

Tarteletki z camembertem i cebulowym chutney

Uwielbiam tarty, a te, to stała pozycja w moim menu. Są pyszne i szybkie w przygotowaniu. Mini tarty z ciasta francuskiego, wypełnione farszem z cebulowego chutney, sera camembert i tymianku. Idealne danie na kolację dla dwojga. Można je podawać same lub np. z sałatą z roszponki z winegretem. Sprawdzą się zarówno w roli przystawki, jak i dania głównego. Obowiązkowo z kieliszkiem ulubionego wina. Samo chutney można przygotować z wyprzedzeniem, zamknąć w słoiku i przechowywać w lodówce. Połączenie słodkiej czerwonej cebuli i pysznego sera to coś, czemu nie potrafię się oprzeć. Dodaję jeszcze świeży tymianek i posypuję mieszanką kolorowego pieprzu. Poezja smaku. Z podanych składników można przygotować 6 małych tarteletek lub jedną, większą tartę.

składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 krążek sera camembert Turek
6 łyżek chutney z czerwonej cebuli
kilka gałązek tymianku
świeżo zmielony kolorowy pieprz
na chutney:
3 czerwone cebule
50 ml różowego octu winnego
100 ml wody
50 g brązowego cukru
2 łyżeczki miodu
½ łyżeczki mielonego cynamonu
2 łyżki oliwy
sól, pieprz





przygotowanie:
Chutney: Cebulę obrać, drobno posiekać. Oliwę rozgrzać w garnku, wrzucić cebulę i dusić na małym ogniu 10 minut. Dodać brązowy cukier i smażyć do momentu skarmelizowana się cebuli. Następnie dodać pozostałe składniki i dusić do odparowania płynów. Doprawić solą i pieprzem, wystudzić.
Tarteletki: Na papierze do pieczenia rozwinąć ciasto francuskie i wykroić z niego 6 krążków około 12 cm. Na każdym krążku rozsmaruj 1 łyżkę chutney z karmelizowanej cebuli i połóż po grubym plasterku sera camembert. Na wierch dodaj gałązkę tymianku i dopraw kolorowym pieprzem. Zapiekać w piekarniku przez 15 – 20 min do zrumienia. Podawaj ciepłe.
Smacznego!


środa, marca 19, 2014

Śniadanie Mistrzów. Szakszuka.

Śniadanie Mistrzów. Szakszuka.
 
Moim zdaniem każdy powinien umieć przyrządzić prostą, ale robiącą wrażenie potrawę na niedzielne śniadanie – smażone jajko 
– pisze Bill Granger i podaje w książce „Najlepsze dania Billa” przepis na szakszukę. Ekspresowe późne śniadanie. Idealna na chłodniejsze dni. Alternatywa dla jajecznicy w niedzielny poranek. Aromatyczna i sycąca, najlepiej smakuje prosto z patelni w towarzystwie chlebków pita lub ulubionego pieczywa.
 
składniki,
2 porcje:


1 łyżka stołowa oliwy z oliwek
1 cebula pokrojona w plasterki
1 papryka czerwone pokrojona w kostkę
1 papryka żółta pokrojona w kostkę
1 łyżeczka suszonej papryki
1/2 łyżeczki suszonego chili
puszka pomidorków pelati pokrojonych w kostkę
2 jajka
sól i pieprz
kilka gałązek świeżej pietruszki

dodatkowo:
1 duża patelnia lub dwie małe 





przygotowanie: 
Oliwę podgrzać na patelni i wrzucić na nią cebulę, zeszklić, dodać papryki i smażyć do miękkości. Doprawić suszoną papryką i chili w proszku i smażyć przez 3 minuty. Dodać pomidory i smażyć kolejne 2 minuty. Przyprawić solą i pieprzem. W masie zrobić drewnianą łyżką dwa zagłębienia. Do każdego zagłębienia wbić jajko i smażyć do uzyskania ulubionej konsystencji (ja włożyłam patelnie na 3 minuty do nagrzanego piekarnika z funkcją grilla). Posypać słodką papryką i posiekana pietruszką. Najlepiej podawać od razu.
Smacznego!


wtorek, marca 11, 2014

Cytrynowy eton mess

Cytrynowy eton mess
 
Dzisiaj przepis z wykorzystaniem przygotowanego wcześniej lemon curd. Pyszny, kwaskowy eton mess. Bezy możecie upiec dzień wcześniej, lub skorzystać z gotowych. Dodatki do bezy łatwo się przygotowuje, oprócz cytrynowej masy, dodajemy błyskawiczny krem - zmiksowaną bitą śmietanę z mascarpone. A całości smak dodaje likier Limoncello. Wystarczy ułożyć w pucharkach.
 
składniki,
8 porcji:


500 g mascarpone
250 ml śmietanki 36%
2 łyżeczki cukru pudru
400 g (słoiczek) lemon curd
400 ml likieru limoncello
garść migdałów

oraz

8 bezików2 białka z jajek L
150 g cukru
1 płaska łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 płaska łyżeczka białego octu winnego
skórka starta z 1 cytryny

dodatkowo:
8 małych słoiczków lub pucharków



przygotowanie:

bezy: Piekarnik nagrzać do 110 stopni C. Przygotować blaszkę i wyłożyć ją papierem do pieczenia. Do misy miksera wlać białka i ubić na pianę, niekoniecznie idealnie sztywną. Stopniowo dodawać cukier, po 1 łyżce, cały czas dokładnie i długo miksując po każdej dodanej porcji cukru. Na koniec piana powinna być bardzo sztywna i błyszcząca. Ubijać jeszcze przez około 3 minuty. Na koniec dodać mąkę ziemniaczaną i ocet, ubijać jeszcze przez minutę. Delikatnie i niedokładnie przemieszać łyżką lub szpatułką ze skórką cytrynową. Pianę wyłożyć na papier formując 8 krążków. Wstawić do piekarnika i piec przez 90 minut. Po tym czasie bezy będą idealnie chrupiące.

krem: śmietanę ubić na sztywną pianę, dodać cukier, wmiksować mascarpone oraz 2 łyżki lemnon curd.

deser: w słoiczkach układać kolejno 2 łyżki kremu, łyżkę lemon curd, pokruszoną połowę bezy, polać limoncello, powtórzyć. Wierzch posypać migdałami.

Wstawić do lodówki na minimum godzinę.
Smacznego!
 
 
  



piątek, marca 07, 2014

Lemon Curd. Najlepszy.

Lemon Curd. Najlepszy.
Te magiczne słoiczki z żółtą masą pojawiały się na wielu blogach i w książkach kucharskich. Uwielbiam cytryny i wszystko, co z nimi związane (no, może poza tequilą). Było więc oczywiste, że w końcu skuszę się, by wypróbować domową żółta pastę. Nie jadłam lemon curd wcześniej, i przetestowałam kilka przepisów, zanim trafiłam na konsystencję i smak, które odpowiadają mi najbardziej.

 
składniki,
2 małe słoiczki:
skórka i sok z 3 cytryn
170g cukru pudru
100g masła
3 jajka
1 żółtko
1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej

dodatkowo:
2 słoiki po ok. 300g










przygotowanie:

W rondelku z grubym dnem umieścić skórkę i sok z cytryny, dodać cukier i pokrojone w kostkę masło, podgrzewać stopniowo mieszając trzepaczką od czasu do czasu, aż masło się rozpuści. Wymieszać jajka i żółtka, a następnie dodać do mieszaniny. gotować przez około 5 minut, a następnie dodać mąkę. Zdjąć z ognia i mieszać od czasu do czasu, aż ostygnie. Wlać do wyparzonych  słoików. Ponoć można przechowywać w lodówce do 2 tygodni, ale gwarantuję Wam, że zniknie znacznie szybciej :)
Smacznego!

wtorek, marca 04, 2014

Chleb orkiszowy z kaszą gryczaną

Chleb orkiszowy z kaszą gryczaną
Kolejny chleb na blogu. Tym razem skorzystałam z przepisu Pracowni Wypieków. Nie mogłam się oprzeć, gdy w składnikach zobaczyłam kaszę. Chleb jest zwarty i sycący, mi bardzo odpowiadał jego smak. Całość oprószyłam mąką i dodałam pestki dyni. Zakwas dostałam od znajomej, więc najtrudniejszy etap miałam za sobą :)


składniki,
1 duży bochenek:

500 g mąki orkiszowej
100 g mąki żytniej chlebowej
300 g wody
150 g zakwasu żytniego
('dokarmionego' 10-12 godzin wcześniej)
15 g świeżych drożdży
1,5 łyżeczki soli morskiej
100 g ugotowanej kaszy gryczanej,
dobrze odsączonej,
bez wody
garść pestek dyni





 
przygotowanie:

Zakwas wymieszać z wodą i drożdżami, następnie dodawać pozostałe składniki (oprócz kaszy gryczanej) i wyrobić gładkie ciasto przez ok. 10 minut. Przykryć miskę folią, odstawić na 15 minut, by ciasto odpoczęło, następnie dodać kaszę gryczaną i pestki, i zagnieść ponownie przez 5 minut. Miskę delikatnie wysmarować olejem roślinnym, przełożyć do niej ciasto i odstawić na ok. 2 godziny. Ciasto powinno zwiększyć swoją objętość. Podzielić na 2 części, z każdej uformować bochenek - ja włożyłam do blaszanego naczynia oprószonego mąką. Przykryć ściereczką i zostawić do wyrastania na ok. 1,5 godziny. W tym czasie nagrzać piekarnik do 230 st C. Na dno piekarnika wysypać 1/2 szklanki kostek lodu, by utworzyła się para.( Wg Liski można nagrzać piekarnik z kamieniem do pizzy, ja tego sposobu pieczenia ze względu na foremkę, nie próbowałam). Wyrośnięty bochenek wstawić do piekarnika. Po 10 minutach zmniejszyć temperaturę do 210 st c i piec kolejne 20-30 minut. Ostudzić na kuchennej kratce.


Smacznego! 


Copyright © 2016 What's cooking? , Blogger