Strony

czwartek, sierpnia 21, 2014

Guido. Włoska kuchnia na tip top.

Guido. Włoska kuchnia na tip top.
Włoskich restauracji jest na pęczki wszędzie. Zwłaszcza... we Włoszech. Czym się wyróżnia to miejsce, by przyciągnąć klientów? Na pierwszy rzut oka niczym szczególnym. Guido to jedno z tych miejsc na wybrzeżu Adriatyku, które istnieją od zawsze. Rok założenia restauracji 1946 i od tego czasu solidnie zapracowali na wszystkie dobre recenzje. Położenie Guido i wystrój jest bardzo wakacyjny, panuje letni, nadmorski klimat, bardziej na wypad z przyjaciółmi, niż elegancką kolację.
A jednak,mimo prostego wystroju i bliskości plażowych leżaków, może za sprawą gwiazdki Michelin, pojawiający się tu goście swoim strojem podkreślają uroczysty nastrój kolacji, bo Guido to miejsce, które dotrzymuje obietnicy, o czym mamy okazje się przekonać. Ale pora przejść do menu, bo przecież nie wystrój jest najważniejszy.
Włosi na kolację zaczynają przybywać po 21ej, ze względu na chęć zrobienia zdjęć, jesteśmy pierwsi. Kelner wita nas szampanem oraz koszykiem ciepłego jeszcze, wypiekanego przez restaurację pieczywa, z którego najbardziej przypada nam do gustu chleb z rozmarynem.
W oczekiwaniu na właściwą przystawkę dostajemy amuse-bouche w postaci mini burgera z tuńczyka. Jest tak idealny i piękny, ze aż szkoda go zjeść! :)
I oczywiście smakuje podobnie, jak wygląda.
 


Drugą z przystawek jest ravioli z mięsem białej ryby i sałatą podane z tajemniczym musem, który smakuje znakomicie (zapominam zapytać kelnera, co próbujemy). Ugotowane al dente i zapieczone pierożki wypełnione nadzieniem, świetnie smakują i tylko potwierdzają naszą dobrą opinię o makaronowych umiejętnościach kucharzy. 
Gdy właściwe przystawki lądują na stole, czuję konsternację. Czytając menu mam zawsze pewne wyobrażenie potrawy a Guido łamie je w stu procentach. Seppia e Squacquerone  - niepozorna czarna miseczka kryje świeżą mątwę z serem pleśniowym, które połączone razem okazują się być genialne! A Marinara di Cozze e Vongole to bardzo słone,  ale rewelacyjnie przyrządzone małże.


Czas na danie główne. D. ma wątpliwości - mam zamówić risotto? To takie pospolite. Risotto Rosso z białą rybą, jest mistrzowskie w swej prostocie a każdy kęs to esencja smaków. Mam ochotę zabrać jego talerz.
Chęć na risotto trwa tylko chwilę, po której otrzymuję Calamaro arrosto in Crema di potate Parmetiez con Tartufo Nero - kalmary grillowane w musie parmezanowo - ziemniaczanym z truflami - kulinarny orgazm, który robi na mnie niesamowite wrażenie estetyczne! Pachnie truflami, a owoce morza są świeże, sprężyste i idealnie przyrządzone. A do tego ten mus... 
Po trzech przystawkach i daniu głównym jesteśmy najedzeni, ale deser... Grzech nie spróbować. Kusimy się na współczesną wersję melby i semifreddo pistacjowe.
Melba niczym nie przypominana znanego mi deseru. Są lody, jest brzoskwinia, jest wilgotne pyszne ciasto i chrupiąca rurka z kremem, a jednak razem to wszystko smakuje zupełnie inaczej. Duży plus za rekonstrukcję klasyka.

Semifreddo. Przyznaję, nie jestem w stanie być obiektywna, bo uwielbiam pistacje i wszystko, co z nimi związane, ale to najlepszy deser, jaki jadłam w życiu! Idealnie wyważony, nie za słodki i doskonale kremowy. Uczta. A do deseru polecone przez kelnera wino Calice Donna Fugata "Ben Rye" 2009, które przypominało białe Porto i komponowało się fantastycznie.

Po opłaceniu rachunku czekała na nas kolejna niespodzianka - mini sorbety mango w polewie z gorzkiej czekolady.
Guido. Niepozorna restauracja, jakich wiele na adriatyckich plażach. Guido. Smak. Klasa. Doświadczenie. Atmosfera. To wszystko składa się na gwiazdkę, którą otrzymało.

Guido: http://www.ristoranteguido.it
Adres: Lungomare Guido Spadazzi, 12, Rimini, Włochy




niedziela, sierpnia 10, 2014

Ślimaczki z malinami i truskawkami

 Ślimaczki z malinami i truskawkami
Lato w pełni i większość wolnych dni spędzamy poza domem. Jeśli lubicie lenistwo na świeżym powietrzu, ten przepis się Wam przyda.  Drożdżowe ślimaczki to sprawdzony patent piknikowy, wystarczy odrywać kolejne porcje. Słodkie od lukru i lekko kwaskowate dzięki malinom.  
 
składniki: 
ilość porcji: ok. 16

505 g maki
200 ml mleka
100 g miękkiego masła
80 g cukru
40 g świeżych drożdży
szczypta soli
1 jajo
200 g truskawek
200 g malin

lukier:
20 g gęstej śmietany
80 g cukru pudru




przygotowanie:
50 g masła roztopić w rondelku, dolać mleko. W dużej misce wymieszać 500 g maki, 70 g cukru i sól. Drożdże pokruszyć, dodać do mleka, rozpuścić. Wbić jajko i zamieszać, a następnie wlać  do miski z mąką. Wyrobić mikserem na gładkie ciasto, przykryć i pozostawić do wyrośnięcia na około 50 minut. Truskawki i maliny umyć, oczyścić, pokroić w kosteczkę. Piekarnik nagrzać do 200 stopni Celsjusza (termoobieg). Naczynie do zapiekanek ok. 30 cm wysmarować tłuszczem.  Na posypanym mąką blacie rozwałkować ciasto. Powinno mieć wymiary prostokąta 30 x 50 cm. 50 g masła posiekać i rozłożyć a cieście. Posypać pozostałym cukrem, truskawkami i malinami. Ciasto rolować wzdłuż dłuższego brzegu. Pokroić na ok. 3 cm kawałeczki i układać w naczyniu koło siebie. Pozostawić na kolejne 30 minut. Piec w nagrzanym piekarniku około 20 minut. W tym czasie zrobić lukier.: cukier utrzeć ze śmietana na gładką masę. Polać ślimaczki i pozostawić do wystygnięcia.

Smacznego!
Copyright © 2016 What's cooking? , Blogger