Są ludzie, którzy potrafią kreować atmosferę. Są miejsca, które tę atmosferę po prostu mają, i w których najzwyklejsza kanapka smakuje odświętnie. Istnieją też potrawy, które swoim zapachem przywołują świąteczne momenty. Tak jest z tym ciastem - niepozorny bananowo-migdałowy chlebek, który w trakcie pieczenia potrafi zaczarować kuchnię, wypełniając ją magicznym aromatem zimy. Jego drugą zaletą jest prostota wykonania, nie będzie Wam potrzebny mikser, wystarczy miska, widelec, blacha i piekarnik. Właściwie nie wiem, dlaczego określa się go chlebem, to pyszne, słodkie, wilgotne i sycące ciasto, idealnie na drugie śniadanie w towarzystwie kubka ciepłego mleka. Przepis znalazłam u Apetycznej Panny Dahl i zmodyfikowałam, dodając mielone migdały i czekoladę. Sophie pisze, że piekła je w sążniste mrozy, ale myślę, że wcale nie musicie na nie czekać, listopadowa szarość to wystarczający powód, by spałaszować jeszcze ciepły kawałek prosto z piekarnika!